środa, 4 lipca 2012

kierunek KRAKÓW cz II !

poranny kryzys wybił natychmiastowe słowa pod zdjęciami. szaleje na
miejscu jednym tym samym dni zbyt wiele od niedzieli płynące. jedźmy już! dodatkowo
priorytetem sprawy wiążące z wyjazdem nie moim, nie chcianym w kwestii połączenia
z moją osobą, jak najbardziej siejącymi niezadowolenie i oko lewe mniejsze się staje. 



ładne jest to zdjęcie. d: nie, mają sztuczne wklejone donuty.
 NIEPRAWDAAA!
d: wiem, dlaczego podoba ci się to zdjęcie.
robicie takie same miny. 


                                  lallalallaala jedno z pożegnań. notatniku. od końca czerwca do końca czerwca.





widoki za oknem. takie zdjęcie chce. czekaj założę inne majtki. teraz ty. 

dawid wypatrzył krzywych tył kolanek. 



w okresie lata z reguły jakaś zakochana para całuje się na zielonej trawie. może nawet trzy.
dziewczęta moczą swe sukienki w fontannach i latają po upalnych kostkach brukowych. 
padło na nas.



stokrotni słonecznie rzucają niebieski cień. z (nieprawda) perspektywy stopy.
i nie jednej. 

jego kolej. d: nie rozumiem czemu karzesz mi nie mieć głowy.
nie miej dla mnie!



pożegnań ciąg dalszy. gdzie zaszły stopy. dreptdrept.



mokra sukienka. 



zdejmij koszulkę połóż się na trawie, chciałabym by odbiła się na twym ciele. 
letnie stokrotki. 























a on mówi. rozkoszna papużko piruetów.

krakowskie trawniki i całusy.



wtorek, 3 lipca 2012

bilet mówi, kierunek KRAKÓW!

tort rozkoszy, brzydkie nosy. była wersja w okularach, ale d wybrał bez ;/
praca dyplomowa nie wiem kogo, krakowskie asp. 
objawienie grubego benka.

d spośród najpiękniejszych miejsc krakowa wyłania obdarte pozostałości po plakatach. ja gratis.

dzięki uprzejmości anny i martyny. widok za oknem. okno łóżko i trochę wody. dziękujemy! :*
z perspektywy stopy. choć wcale nie stopy. ani nie jej widzenia, a mojego ku dołowy.
ale tak właśnie ładnie się będzie nazywać.
jedno z nielicznych zdjęć na których dostrzec można panoramę krakowa.
pod wawelem na lewo od smoka.
d dłoniska, bilet mówi. kierunek KRAKÓW!
rzuć Garfielda obcokrajowca tortem oraz uściśnij mu serdecznie dłoń. z uśmiechem.
urodzinowa panda od d. w pociągowym wc. podobno jest podobna. 

i szesnasty.
piętnasty dzień czerwca'12


czwartek, 14 czerwca 2012

słodkości.

wróbel wspomniany wielokrotnie. miłość ma do niego nie zna granic. moja siostra kiedyś wspomniała, że prace winno sie dokumentować w technice analogowej. zgadzam się! tymbardziej w przypadku rysunku, stokrotnie lepiej oddaje, nawet te najdelikatniejsze linie. przekierowuje do zdjęcia z cyfry dla porównania: http://coookolwiek.blogspot.com/2012/06/wroblesko.html
dalej. strona z mego notatnika. skończył się. dostałam nowy, ale jest jakiś przy duży, dłonie hamują przed nim swe pragnienie zapisania. oświadczenie nasze wynika z dawnych walk o pokój. 
po dziś dzień ustawy z dnia szesnastego listopada dwatysiące jedenastego roku strzeżemy i niemal w pełnej zgodzie dzielimy wspólną przestrzeń. 
krople. kolejne zdjęcie, z deszczowej drogi do Galerii nad Wisła. kiedyś tak wielbione słońce, powoli odchodzi w zapomnienie. stłumione kolory <3. 


dłoń zaciska
różową parasolkę
na tle wymokniętego
asfaltu
o pięknie miętowym
odcieniu.
m
i
ę
t
o
w
y.


paznokcie ombre. dzisiaj, połączenie dwóch słów najczęściej
wpisywanych w wyszukiwarkę. sprawdźmy. miętowo różowy
efekt na mych dłoniach, próby uzyskania przejścia. nie udany.

różowa parasolka.





 deszczowa nasza droga do Galerii nad Wisłą. odwiedziny pasożyta. pozwolę sobie zaprosić do zapoznania z jego działaniami. http://pasozyt.blogspot.com

zaaa niecałe sześć godzin będziemy w pociągu.
sezon zwiedzania, realizacji wakacyjnego planu k+d
bliżej miast! punkt pierwszy KRAKÓW!
korzystając z końcówki miesiąca fotografii.




wtorek, 12 czerwca 2012

click PLAY!


brick brock. tick tock. stone the dead duck dead. brick brock. tick. tock. dead duck. tick tock.






szkicowa moja niedorobiona poklatkowa. najdumniejsza byłam z stelażu.
powstałego w wyniku połączenia: brystolu przechwyconego na sienkiewicza.
 z którego jednej ze stron wyrysowana była nasza 'pływająca' modelka. desek drewnianych,
wyciągniętych zza łóżka. które kiedyś doczekają się bycia jego częścią. tymczasem fajnie
czasem wpaść w dziurę. desek mniejszych, będących częścią przyszłych, niedoszłych
płócien samoróbnych dawida. taśmy klejącej i wieszaku, na co dzień służącego do podtrzymywania ubrań, jednak tymczasem przyczynił się do powstania pracy na zaliczenie.

twarz w bieli. mądre spostrzeżenia. głowa skacze, nie zamierzenie, statyw skakał. winna to być próba pierwsza, szkicowa, by odnotować rzeczy, na które warto zwróci uwagę i tak ją potraktujmy.

tick tack, mam wciąż teraz w głowie. miała być ona mą wizytówką.

można by ją tak odczytać. powstaję po kawałku, z odcinanych figur, oko, usta, nos.
dostrzegam swą dłoń. dostrzegam jak wiele mogę nią zrobić, jak dużo zależy od tego, jak
pokieruje nią moją głowa. rozrysowuje postać, swoją postać, wyłącznie za jej pomocą, wyłącznie
od jednej głowy zależy jaką będę postacią. ta powstała z przypadku. oczy nie były wstanie dostrzec
jak prowadzona jest linia. przypadek pozytywny niepozytywny. ?

buziak, wymusił choć nie w jego zamiarach to było zakończenie. zarumieniony, choć w czerni i bieli.
ti end.


Top Blog/b>



poniedziałek, 11 czerwca 2012

miłość!! miłośćmiłóśćmiłoooość! miłość.













   
 



trzy zdjęcia. jeden lew. jedna lwica. jedno lwiątko. jedna panda. jedna małpa. jedna rodzina.   


mała zapowiedź możliwie najbliższemu memu sercu ślubu najprawdziwszej lwiej rodziny
o lwich sercach, lwiej miłości i małym Lwiątku w brzuszku. nie serduszko a wielkie SERCE! 
                                     
                                 

niedziela, 10 czerwca 2012

violinkowo dziś wyćwierkało przekonanie, że jako jedyna czyta, oraz rozumie znaczenie
mych bełkotów.. d złośliwie zerknął na słuch o tym. natychmiast zarzucony oskarżeniami,
że przecież n i e c z y t a ich wcale. dziś kolejny dzień próby czerpania informacji
obracających sięwokół zagadnienia fotografii od innych. czuję się pożerana za zadawanie pytań.
od początku osoby posiadające wiedzę, zakładają, iż każdy winien ją posiadać, a
przede wszystkim osoba zadająca pytanie. dzieci w podstawówkach, są uczone,
nie zadawania pytań, uczone zgorszonymi minami nauczycieli na skutek ich
niewiedzy. jak i nieudzielania odpowiedzi, gdy nie mamy jej pewności.
wzgardliwe spojrzenia, jak można snuć tak błędne przypuszczenia. dziś rzuciłam
w świat pytanie. jaki filtr by ujarzmić kontrasty barwne w fotografii kolorowej,
jaki by stworzyć większą skale szarości w b&w.
odpowiedzi: po co skoro istnieje phostoshop. dosłownie, po co pedałować
dłońmi. zostałam oskarżona o podważenie wartości fotografii cyfrowej,
zasugerowano mi również, stworzenie własnego filtru. dodatkowo,
przekierowano mnie do googli, gdzie przecież uzyskam wszystkie
odpowiedzi!
kolejne zagadnienie, fotografia ślubna analogiem.
dodając, że klisze, mają serduszko.

odpowiedzi: serce to jedno a żołądek to drugie.

mam wystarczająco pełny żołądek.
by pozwolić sobie na karmienie duszy.


tymczasem kontynuuje moje poszukiwania,
jak w zwyczaju zboczyłam z tematu,
miałam na myśli. rzucone pytania w świat
wiele odpowiedzi, dla mnie niezrozumiałych,
jak niezrozumiałe me bełkoty.





 prawdopodobnie tak od środka wygląda moje głowa. teraz.
aby poznać historię powyższych prac, przekierowuję do posta z maja: 

sznurki, nici rzucane. wysprejowane na szarym papierze. bielą, granatem, czernią.
nawarstwiane, rzucone pod słońce.