czwartek, 29 września 2011

bo z artefaktami tak juz jest , ze raz ich wiecej raz ich mniej, i plona wszystkie swiątynie i mozesz uciekac na gdynie, a ja mam duzo ognia i moj przeciwnik splonie jak pochodnia i wygram znowu te walki bo jestem mistrz bez kalki (bez czego?) bez kalki, taki papier toaletowy, co nie pasuje?

dawid zrywam z tobą. kamila mówisz mi to pare razy dziennie, jestes bardzo nie slowna.
dawid, jestem glooodna chce już krewetki.(błagam od 55min) muszą najpierw zdobyc arte fakt.
o. wygralem rune krasnoludów. co takiego?!! rune. cooo, wciagasz sie już?
kończymy. wyjdź z gry.

piątek, 9 września 2011

obudziłam się z lekkim przerażeniem, podejrzewając godzinę jedenastą, pełne słońce za oknem.. 8 rano jeden z niewielu dni wolnych, idę dalej spać. śpię mam sen, dokładnie taki jak śpię.. ja w łóżku a na podłodze mój kolega pod postacią białej pirani, w kształcie rekina, w puchowym futerku z zębami wilka o zaawansowanej wściekliźnie. Gdy tylko wystawiam nogę z łóżka, on zaczyna się w nią wgryzać. Przeskakuje po szafkach do lodówki.. widzę otwarte już opakowanie kabanosów, podejrzewam, że jest lekko podstarzałe, więc częstuje nim to dziwne stworzenie.. on chce więcej. Mam dwa nowe opakowania kabanosów pikok, ostatnio jak je jedliśmy były niesmaczne, no ale lubimy je, myślę o moim chłopaku i o tym, że nie oddam jakieś rozwścieczonej plamie, kabanosów które tak lubi (swoją drogą wtf?) on wskakuje do lodówki i kręci się w niej jak tornado, wkurza mnie to, ale myślę, w dupie to tylko jedzenie, byleby mnie darował. Wchodzi drugi chłopak, tym razem w rzeczywistej postaci, choć ma lekkie zakola (może już ma? przeszłości ma z przed stu laty) początkowo i go podgryza białe futro, on odporny na ból  , może mnie z tego wyciągnie, proszę o pomoc, on mówi, że przesadzam. Oni są w spółce! Biegnę do niego, siedzi w łazience, leże pod drzwiami i skamlam o pomoc, zwijam się z bólu, on wychodzi z uśmiechem na ustach, szpachelką w dłoni, myślę posrało go, uzupełnia fugę w łazience, toż mój taata miał to zrobić! a on gipsuje wszystkie gniazdka w mieszkaniu i zaczął jedynie od łazienki by odciąć nas od prądu! mam już przed oczami czarną wizję swójej przyszłości.. zamuruje cały dom z drzwiami i oknami będziemy żyli tak w trojkę a ja będę ich dożywotnią ofiarą. budzę się i myślę.. mam k*rwa dosyć! pora na kawę z lodami czekoladowymi.

wtorek, 23 sierpnia 2011

czyyyste dusze Woodstocku














miliardy zerwanych klisz i konstrukcja ciemni (śpiwór, dziurawy namiot i folia malarska) ku odratowaniu mych klatek. Chwile tak intensywne uchronią każdą straconą przed zapomnieniem. W głowie niezliczone ich obrazyyy
ludzie brudni i szaleni, tańczą potęgując swą radością w kolorze brązowego błota

bardzo ładne te wakacje : )

poniedziałek, 18 lipca 2011

krowie moordkii



marzyłam o nich całe bieszczady! w miniony weekend zastałam je tuż za płotem. 

czwartek, 14 lipca 2011



ukraińska limuzajjjna! jakby ktoś jeszcze śmiał drwić z mych ukraińskich korzeni, to oto do czego moja silna wola się doszukała! http://wolyn.ovh.org/opisy/zasmyki-04.html  
nr. 62 Zamościńscy, ma prababcia Stefania Witkowska (swoją drogą pojęcia nie miałam, to by wiele tłumaczyło z naszych zachowań! :D) i jej córka Teresa! puźniej zamieszkałe w okolicach grudziądza, dokładnie zajączkowie, gdzie mieli (i mają do dziś) stodołę z prosiakami i krowami  <3 niestety nie ma już pięknej kasztanki i kudłatego psa. Pozostaje mi jedynie wrócić na lwowską uczelnie zawołać dziadka i uświadomić, że jestem u siebie.

cd. ukraińskich miłości mych zdjęć niebawem nastąpi


środa, 13 lipca 2011

c.d.n


ma papriiczka na struktury.
Obecne przebywa począwszy od pierwszych jej (zielonych) dni do dzisiejszego (prawdopodobnie, az do mego już! utęsknionego powrotu do torunia) na balkonię, sycąc się do czasu powietrzem nikotynowym.

dziś miałam pranie mózgu (nie skuteczne!)

wtorek, 12 lipca 2011